Maść na rany i krem na wyprzenie z kadzidłem i mirrą

  •  
  •  

Tradycyjna irańska maść na rany

Przygotowując wpis o darach Trzech Mędrców, natknęłam się na niezwykle ciekawy raport naukowy dotyczący między innymi ofiarowanych przez nich żywic. Artykuł (cały artykuł możesz przeczytać TU) pobieżnie omawia roślinne preparaty lecznicze oraz podaje dokładną recepturę na irańską maść na rany. Jest on na tyle ciekawy, że postanowiłam Wam o nim wspomnieć, a także samodzielnie wykonać maść inspirowaną tym przepisem.

Potrzeba (niestety) pojawiła się tak szybko jak pomysł. Podczas urlopu odwiedziliśmy Babcię (93). Babcia od lat nie chodzi. Unieruchomienie w wózku, czy na łóżku spowodowało powstawanie wyprzenia, które stale rozpełza się i teraz zajmuje coraz większą powierzchnię ciała. Maści stosowane do pielęgnacji Jej skóry nie przynoszą spodziewanej poprawy, stąd pomysł, żeby choć spróbować tego „babilońskiego” specyfiku.

Medycyna tradycyjna tamtego regionu chętnie wykorzystuje rośliny lecznicze, szczególnie w leczeniu problemów skórnych. Preparaty roślinne są używane od starożytności i wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem i zaufaniem użytkowników. Są nie tylko skuteczne, ale też tańsze od specyfików aptecznych, dlaczego by  więc nie przyjrzeć im się bliżej?

Bliskowschodnie preparaty do stosowania miejscowego bardzo często opierają się na zastosowaniu aloesu (Aloe vera), mirry (Commiphora myrrha) i olibanum (Boswellia carteri) w formie papki nakładanej na skórę („zemad”) lub pudru do zasypywania ran („zaroor”).

Kadzidło (olibanum)

Aktywnym składnikiem gumożywicy kadzidłowca Boswellia carteri (olibanum) jest kwas bosweliowy, który dzięki działaniu przeciwzapalnemu wykorzystywany jest w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów. Dowiedziono jego właściwości antyseptycznych, przeciwbólowych i przeciwstarzeniowych.

Sporo uwagi właściwościom leczniczym kadzidłowca poświęca dr Różański – zajrzyj do jego artykułu (link).

Mirra

Mirra ma szerokie spektrum właściwości biologicznych, w tym działanie przeciwbakteryjne, przeciwbólowe, przeciwzapalne i przeciwwrzodowe. Ponadto stwierdzono również, że mirra jest antyoksydantem i „wzmacniaczem” odporności.

O zastosowaniu mirry w ziołolecznictwie pisze także dr Różański – jak zawsze polecam poczytać (link).

Aloes

Aloes zwyczajny (Aloe vera) jest od zawsze stosowany jako tradycyjny lek gojący rany. Udowodniono, że jest środkiem przeciwnowotworowym i przeciwwirusowym. Wiele badań wykazało, że żel aloesowy przyspiesza gojenie się ran po podaniu miejscowym i ogólnoustrojowym. Z żelu wyizolowano kilka polisacharydów, w tym mannan, galaktan, glukomannan, arabinoramnogalaktan i polisacharyd zawierający kwas glukuronowy, które mają właściwości antyutleniające, przeciwbakteryjne, przeciwzapalne, przeciwnowotworowe i przeciwmalaryczne.

Oczywiście nie tylko aloes zwyczajny ma tak wspaniałe właściwości; leczniczych aloesów jest wiele: Aloe africana (Aloes afrykański), Aloe arborescens (Aloes drzewiasty), Aloe barbadensis (Aloes barbadoski),
Aloe capensis (Aloes przylądkowy), Aloe ferox (Aloes uzbrojony), Aloe variegata (Aloes pstry).

aloes maść na rany
Aloes, zdjęcie: casellesingold, pixabay

Uwaga!
U małych dzieci stosowanie aloesu nie jest bezpieczne. Aloes może spowodować owrzodzenia czy poparzenia skóry delikatnej dziecięcej skóry. Weź to proszę pod uwagę i nie ryzykuj.

Dostosowanie przepisu

Wspomniany przeze mnie artykuł naukowy nie tylko podaje przepis na tradycyjną irańską maść na rany stosowaną tam „od zawsze”, ale też opisuje sposób wykonania „krok po kroku” na potrzeby badań i obserwacji.Mirrę i kadzidło (olibanum) przepłukano wodą, osuszono w temperaturze pokojowej, sproszkowano i przesiano przez sitko o drobnych oczkach. Z aloesu wyodrębniono żel i liofilizowano w temperaturze -40*C, a następnie sproszkowano i przesiano. Tak przygotowany proszek roślinny rozprowadzono w stężeniu 10% na podłożach hydrofilowym i oleistym, po czym poddawano oba warianty leku rozmaitym obserwacjom.

Oczywiście metody laboratoryjne różnią się od sposobów domowych stosowanych od starożytności. Zamiast liofilizować żel aloesowy można go wysuszyć w zwykłej zamrażarce lub użyć w świeżej formie jako podłoża do rozprowadzenia sproszkowanej mirry i kadzidła. Można też kupić wysuszony sok aloesowy lub gotowy proszek aloesowy uzyskany właśnie poprzez liofilizację.

Ja postanawiam wykorzystać świeży aloes, oczywiście odpowiednio zakonserwowany. W środowisku wodnym, a sok/żel aloesowy to przede wszystkim woda, bez konserwantów szybko rozwinęłyby się patologiczne drobnoustroje. Ale zamierzam sięgnąć także po inne składniki poza wymienioną trójką. Jakie? Opowiem za chwilę i wyjaśnię dlaczego właśnie taki wybór.

Wyprzenie

Przede wszystkim muszę dostosować recepturę do aktualnych potrzeb. W tym przypadku nie chodzi tylko o wygojenie zmian i poprawienie kondycji skóry. Wyprzenie to stan zapalny skóry, którego przyczyną jest najczęściej infekcja grzybicza, rzadziej bakteryjna. Pojawia się najczęściej w okolicach wilgotnych i ciepłych, bo takie warunki sprzyjają rozwojowi drobnoustrojów. Jest zmorą osób starszych, korzystających z pieluch, które utrudniają lub wręcz uniemożliwiają dostęp powietrza.

Prócz składników gojących i osuszających muszę zaplanować dodatki antyseptyczne i silnie przeciwgrzybicze. Oto składniki, które postanawiam wrzucić do maści poza głównym trio czyli mirrą, kadzidłem i aloesem:

Ziele nostrzyka

Sięgam po nie ze względu na naturalną alantoinę, która pobudza ziarninowanie uszkodzonej tkanki, stymuluje podziały komórkowe, procesy bliznowacenia, działa przeciwzapalnie, koi i regeneruje skórę. Alantoina jest pochodną mocznika, z łatwością przenika do naskórka, zmiękcza go, złuszcza i pobudza powstawanie nowego naskórka. Jeśli chodzi o gojenie ran, skaleczeń, otarć, oparzeń, odparzeń, wyprzenia i innych ognisk zapalnych, alantoina jest niezastąpiona. Źródłem tego cennego składnika może być korzeń żywokostu, miodunki lub właśnie nostrzyk.

Więcej o nostrzyku można poczytać u dr Różańskiego (link).

Masło shea

Wybieram je jako bazę tłuszczową swojej maści. Zawiera witaminy A i E, dogłębnie nawilża, zmiękcza skórę, regeneruje ją, uelastycznia i wspomaga procesy gojenia. To co dla mnie szczególnie istotne i cenne to właściwości przeciwzapalne, antybakteryjne i fungistatyczne masła shea. Ponadto, tłuszcz ten zawiera kwasy cynamonowy i galusowy, dzięki którym nie psuje się i nie jełczeje – to pozwoli mi na oszczędne dawkowanie konserwantu. 

Wszystkich zaciekawionych cennymi właściwościami tego tłuszczu tradycyjnie odsyłam do dr Różańskiego, u którego można o nim poczytać więcej (link).

Olej dziurawcowy

Olej dziurawcowy to macerat pozyskany przez długotrwałe moczenie rozdrobnionego ziela dziurawca w wybranym oleju. Zwykle robię ten olej zalewając szczyty kwitnących pędów dziurawca olejem słonecznikowym, lecz w ubiegłym roku do maceracji zastosowałam olej lniany.

Olej dziurawcowy to macerat pozyskany przez długotrwałe moczenie rozdrobnionego ziela dziurawca w wybranym oleju. Zwykle robię ten olej zalewając szczyty kwitnących pędów dziurawca olejem słonecznikowym, lecz w ubiegłym roku do maceracji zastosowałam olej lniany.

I to się świetnie składa, bo już sam olej lniany zmiękcza skórę, głęboko ją nawilża, odżywia, uelastycznia, łagodzi podrażnienia i pobudza procesy regeneracyjne naskórka i skóry właściwej (więcej o łatwo dostępnych olejach i ich właściwościach pielęgnacyjnych możesz przeczytać w moim artykule „Popularne oleje w kosmetyce„).

Jeśli w oleju wymacerujemy zwilżone spirytusem i rozdrobnione kwitnące ziele dziurawca otrzymamy cenny wyciąg olejowy, zasobny w hiperycynę, pseudohiperycynę i hiperforynę, przyspieszający gojenie ran i działający przeciwzapalnie i antyseptycznie. Więcej uwagi poświęciłam dziurawcowi oraz preparatom z dziurawca we wpisie „Dziurawiec, olej dziurawcowy i olejek eteryczny z dziurawca„.

Olejek dziurawcowy

W wyżej wspomnianym artykule opisuję także olejek (eteryczny) dziurawcowy. Olejki eteryczne są czymś co absolutnie uwielbiam. Ogólnie mówiąc, są to produkty metabolizmu roślin, do niedawna trudne do przeananalizowania wieloskładnikowe, skomplikowane mieszaniny, o różnych właściwościach farmakologicznych. W skład jednego olejku może wchodzić kilkadziesiąt różnych związków. Współcześnie dokładny skład chemiczny można poznać za pomocą chromatografii gazowej, choć wciąż niełatwo ustalić procentowy udział poszczególnych składników w olejku. Dzieje się tak dlatego, że proporcje zależą od chemotypu (rasy chemicznej), stadium wegetacji rośliny, pochodzenia geograficznego i genotypu surowca.

Niezmiennie jednak olejki eteryczne budzą mój zachwyt niezwykle wysoką koncentracją substancji czynnych – to bez wątpienia najmocniejsze ekstrakty roślinne. Ponieważ uwielbiam dziurawiec i chcę zawrzeć w maści jak najwięcej jego właściwości, sięgam także po olejek eteryczny.

Olejki eteryczne grzybobójcze

Wyjaśniałam już, że potrzebny mi preparat, który nie tylko pomoże wygoić istniejące zmiany skórne i zregenerować naskórek. To nic nie da, jeśli nie usuniemy przyczyny infekcji. Potrzebuję czegoś, co będzie łagodne dla ludzkiej skóry, a zabójcze dla patogenów. Dlatego sięgam po olejki eteryczne.

To temat-rzeka. Wiele olejków eterycznych ma właściwości fungobójcze i bakteriobójcze. Zerknij do raportu z badań (link), które dowiodły skuteczności olejków cytronelowego, geraniowego, trawy cytrynowej, eukaliptusa, mięty pieprzowej, palmarozy, paczuli, pomarańczy przeciw grzybom i bakteriom.

Inne badania (link do raportu) analizują właściwości przeciwgrzybicze olejków eukaliptusa, goździków, mięty, oregano, cząbru, drzewa herbacianego i tymianku w porównaniu z mineralną substancją grzybobójczą – siarczanem miedzi. Wyniki badań potwierdziły działanie grzybobójcze wszystkich badanych olejków, oceniając kilka z nich wyżej niż siarczan miedzi.

Badaniem antybakteryjnych i przeciwgrzybiczych olejków eterycznych zajmowała się także para polskich naukowców: prof. dr hab. inż. Danuta Kalemba i dr hab. inż. Anna Kunicka-Styczyńska. Panie wzięły na warsztat wiele olejków eterycznych, z których tymianek, oregano, mięta, cynamon, szałwia i goździki wykazały najsilniejsze działanie przeciwdrobnoustrojowe (link do raportu).

Jak więc widzicie jest z czego wybierać – lista olejków eterycznych zwalczających grzyby i bakterie jest długa. Ja jednak zdecydowałam się na wybór zaledwie dwóch: olejku drzewa herbacianego i olejku… czosnkowego.

Olejek drzewa herbacianego opisywałam całkiem niedawno, więc nie będę rozpisywać się teraz na temat jego właściwości, zainteresowanym rzucam linkę do artykułu „Olejek drzewa herbacianego – bezwzględny zabójca, który jest naszym sprzymierzeńcem„.

Olejek czosnkowy

To nie jest popularny olejek eteryczny, jednak to on automatycznie przyszedł mi do głowy gdy przeszukiwałam w myślach swoje zasoby pod względem substancji grzybobójczych. Czosnek jest znanym surowcem fitoncydowym, a jego olejek hamuje rozwój bakterii, wirusów, grzybów i pierwotniaków.

Nie pachnie pięknie – trudno – ale nie ma pewniejszego lekarstwa niż czosnek. Nie dla zapachu przecież czczono go w Starożytnym Egipcie i stosowano praktycznie w całym antycznym świecie. Zapachem zaiste może odstraszać wampiry, ale właściwościami leczniczymi przewyższa wszystkie dostępne olejki eteryczne.

Należy przy tym bardzo uważać – stężenie substancji czynnych w olejku jest tak wysokie, że można się poparzyć. Bezwzględnie nie wolno używać go w stanie nierozcieńczonym. To niebezpieczne! Jest to zresztą zasada dotycząca wszystkich olejków eterycznych – czasem naprawdę mniej znaczy lepiej. Przy czym olejek czosnkowy musi być rozcieńczony mocno. Naprawdę mocno! O ile olejek drzewa herbacianego można bezpiecznie stosować w rozcieńczeniu 5%, czyli jedna kropla na 19 kropli oleju-rozpuszczalnika, to w przypadku olejku czosnkowego jedna kropla wystarczy na… 30 ml oleju bazowego! Nie próbuj dawać go więcej, bo zrobisz sobie krzywdę! Odpowiednio rozcieńczony olejek czosnkowy pomoże przy przeziębieniu, katarze, zapaleniu oskrzeli, grypie, zapaleniu zatok, zapaleniu ucha, kaszlu, gorączce, zapaleniu układu moczowego, grzybicy, robaczycy, pasożytach skóry, bólach reumatycznych. Bardzo często czosnek, jak i olejek czosnkowy pozwala uniknąć antybiotyku (możesz o tym poczytać TU). Nadużywając go jednak osiągniesz odwrotny efekt. 
Pamiętaj o bezpieczeństwie! To nie żarty.

Panthenol (prowitamina B5)

Chroni i pielęgnuje podrażnioną i uszkodzoną skórę (zwłaszcza po poparzeniach). Działa łagodząco, chłodząco, zwiększa elastyczność i nawilżenie skóry oraz przyspiesza jej regenerację. 

Można go nabyć jako surowiec kosmetyczny. Ja jednak sięgam do apteczki – mam piankę na oparzenia i właśnie jej zamierzam użyć do maści.

Tlenek cynku

Minerał już od czasów starożytnych używany w pielęgnacji skóry, do opatrywania ran i owrzodzeń. I choć mój projektowany specyfik to nie typowa maść na rany, to składnik osuszający bardzo się tam przyda. Tlenek cynku  delikatnie złuszcza, łagodzi stany zapalne i przyspiesza regenerację tkanek.

Można go kupić jako surowiec kosmetyczny, ja jednak decyduję się na inne rozwiązanie. Sięgam po zasypkę Alantan, w której tlenek cynku występuje w towarzystwie wspomnianej przy okazji nostrzyka alantoiny.

Emulgator

Myślę o delikatnej, kremowej konsystencji bardziej niż tłustym smarowidle na podobieństwo tradycyjnych maści, wybieram więc Olivem 1000 – emulgator O/W.

Konserwant

Obowiązkowy dodatek wszelkich mazideł z fazą wodną. Wybieram FEOG, który zabezpiecza produkt nawet na 3 lata i nie trzeba go przechowywać w lodówce.

Krem na wyprzenie – receptura

Jako wstęp przygotowuję mocny napar z nostrzyka (3/4 szklanki), odcedzam i zalewam nim rozgniecioną w moździerzu mirrę i kadzidło (po łyżeczce). Całość wstawiam do kąpieli wodnej i ogrzewam, żeby jak najwięcej gumożywic się rozpuściło w naparze, po czym odcedzam przez kilka warstw gazy.

Maść na rany z aloesem

Liście aloesu dokładnie myję, osuszam i obieram ze skórki, wydobywając jedyne sok/ miąższ.

Składniki na 200g

mirra i kadzidło rozpuszczone w naparze z nostrzyka 63 g (31,5%)
aloes świeży (tylko żel/sok z 6 dużych liści) 32 g (16%)
masło shea 32 g (16%)
olej dziurawcowy 32 g (16%)
olivem 1000 12 g (6%)
puder alantan 12 g (6%)
panthenol 8 g (4%)
olejek herbaciany 6 g (3%)
konserwant FEOG 2g (1%)
olejek dziurawcowy 1 g (0,5%)
olejek czosnkowy 7 kropli

maść na rany składniki

Przygotowanie

Masło shea i olivem 1000 rozpuszczam w kąpieli wodnej, dodaję olej dziurawcowy, ogrzewam do temperatury ok. 80*C. Wlewam do gorącego roztworu gumożywic i emulguję blenderem.

Na tym etapie, jeśli temperatura spadnie poniżej 50*C krem będzie się warzył. To dlatego, że w tym momencie mamy przewagę tłuszczy nad fazą wodną, a Olivem 1000 jest w stanie zemulgować do 40%  tłuszczów, nie więcej. Po dodaniu aloesu (woda!) sytuacja się ustabilizuje. Gdy temperatura spadnie do ok. 60*C dodaję aloes z konserwantem, panthenol, puder, olejki eteryczne. Gdyby krem jeszcze się warzył, trzeba go odrobinę podgrzać w kąpieli wodnej (tylko do momentu ujednolicenia) i od razu przelać do słoika.

maść na rany

Bardzo ważne!

Przepis na irańską maść na rany był świetną inspiracją, dzięki której powstał naprawdę dobry krem na wyprzenie. Weź jednak pod uwagę, że nie jestem lekarzem. To, co okazało się skuteczne w tym przypadku, Tobie niekoniecznie musi pomóc.

Powyższy artykuł jest wynikiem moich zainteresowań. Oparłam go na ogólnodostępnej literaturze, przytoczyłam tu oficjalne wyniki badań, dołączyłam linki do raportów. 

Nie udzielam jednak porad medycznych i nie można traktować tego artykułu jako porady medycznej. Jeśli potrzebujesz pomocy, zgłoś się do lekarza, naturopaty, autoryzowanego aromaterapeuty.


  •  
  •  
Tagged , , , , , , , , , , ,

2 thoughts on “Maść na rany i krem na wyprzenie z kadzidłem i mirrą

  1. jestem nadal pod ogromnym wrażeniem. Zbierasz tyle info do kupy i dajesz czytelnikowi czas na dotarcie wiedzy tam gdzie powinna, na zrozumienie, na zapoznanie się z pracami naukowymi z linków co w konsekwencji daje rzetelność twoich informacji. Tak trzymaj dalej.
    Niezmiennie pozdrawiam i przyglądam się z zainteresowaniem ogromnem 😀

    Ula <3

    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa <3
      Dociekanie prawdy jest zajęciem niezwykle intrygującym, ale to dzielenie się tymi odkryciami sprawia największą przyjemność. Można więc powiedzieć, że pisząc, robię to przede wszystkim dla siebie.
      Niemniej jednak, świadomość, że kogoś cieszą te wpisy i inspirują, motywuje do tym większej skrupulatności.

      Pozdrawiam i dziękuję, że jesteś Ula <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *